czwartek, 29 grudnia 2016

Rozdział 2

To, co przychodzi nag­le i nies­podziewa­nie, zos­ta­je najdłużej w pos­ta­ci bólu i tęsknoty.
 
Gdy miałam sześć lat mój tata zginął w kopalni , był górnikiem . Mama została z nami sama , nie mieliśmy na miejscu rodziny , bo wyprowadziliśmy się z rodzinnej miejscowości do Katowic , kiedy byłam bardzo mała . Mam dwie siostry , rok młodszą osiemnastoletnią Ninę i siedemnastoletnią Michalinę . Jesteśmy ze sobą mocno zżyte i nie wyobrażamy sobie gdyby chociaż jednej z nas zabrakło . Teraz kiedy miałam niedługo wyjechać na studia do Wrocławia , bardzo to przeżywałyśmy , ponieważ pierwszy raz jedna z nas wyjeżdżała tak daleko . Jako najstarsza miałam na głowie wszystkie obowiązki , zawsze pomagałam mamie jak mogłam i chroniłam dziewczyny z całych sił . Niestety mnie nie miał kto chronić , nikt nie pokazał mi świata dlatego popełniłam wiele błędów , przed którymi potem przestrzegałam moje siostry . Szczęścia w miłości też jako takiego nie miałam . Eryk był moim drugim chłopakiem na poważnie . Był stanowczy i nie znosił sprzeciwu . W każdej kłótni to on miał ostatnie zdanie , ja nie miałam szans na wygraną , nawet nie próbowałam...Niestety trzeba było przyznać , że nie miałam szczęścia w miłości ,pierwszy mój chłopak zdradził mnie , natomiast Eryk oznajmił mi niedawno, że nie ma dla Niego życia w tym kraju i wyjeżdża do Szwecji . Postawił mi ultimatum . Albo jadę z Nim , albo z nami koniec . Byłam zrozpaczona , zastanawiałam się nawet czy nie rzucić studiów i z Nim wyjechać , ale kiedy dobrze się zastanowiłam , doszłam do wniosku , że już i tak za wiele dla niego poświęciłam . Nauczyłam się jednak podnosić po każdej porażce i nie pokazywać tego , że jest mi źle . Od zawsze byłam samodzielna .
 
Właśnie robiłam obiad z najmłodszą siostrą Michaliną , kiedy do kuchni wparowała mama .
- Dziewczyny słuchajcie Paweł ma jutro urodziny , zapraszał nas i liczy na naszą obecność . - powiedziała .
Paweł był przyrodnim bratem mamy , został adoptowany przez dziadków gdy miał szesnaście lat . Mama bardzo go kochała , nie miała biologicznego rodzeństwa . Była i jest zżyta z wujkiem tak jak my z dziewczynami . Ma na imię Marzena , ma 45 lat i zawsze chciała mieć piątkę dzieci , bo sama na własnej skórze przekonała się jak to jest nie mieć rodzeństwa . Dopiero kiedy pojawił się wujek Paweł poczuła się mniej samotna . Z perspektywy czasu jestem rodzicom wdzięczna , że chcieli mieć tyle dzieci , ponieważ kocham swoje siostry ponad wszystko . Michalina jest typowym umysłem ścisłym , jest bardzo wrażliwa i uwielbia pomagać . Nina natomiast uprawia gimnastykę artystyczną od 5 roku życia , jest piękna i bardzo utalentowana . O mnie mówią , że jestem twarda , niedostępna i zawsze muszę postawić na swoim . Wiele osób mnie nie lubi , bo mam własne zdanie bez względu na wszystko i nie potrafię odpuścić .
- No pewnie , pójdziemy . - powiedziałam nastawiając piekarnik .
- Super , zadzwoń do Eryka , niech też z nami idzie . - odpowiedziała mama mieszając łyżką sos boloński .
Michalina popatrzyła na mnie kątem oka , a ja zajęłam się obiadem , ponieważ nie chciałam dłużej ciągnąć tej rozmowy . Bynajmniej nie w tym momencie .
- Dlaczego ? Zajęty jest . ?- zapytała mama .
- Nie jesteśmy już razem . - zmusiłam się do uśmiechu , ale chyba nie wyszło .
- Nie chcesz o tym gadać , prawda . ? - popatrzyła na mnie a ja tylko pokręciłam głową . Zrozumiała , pocałowała mnie w głowę i już miała wychodzić kiedy Michalina zawołała:
- Skoro Inga idzie sama , Nina też , to może ja wezmę Grześka . ? - wypaliła .
- Michasia nie denerwuj mnie , dobrze wiesz , że zabraniam Ci mieć chłopaka w tym wieku . - pokręciła głową mama i wyszła .
 
Następnego dnia .
Za miesiąc wyjeżdżam na studia do Wrocławia , bardzo się boję . Czy dam sobie radę , czy się zaaklimatyzuje , czy dogadam z ludźmi . Jest to zupełnie nowe doświadczenie . Spędzam z dziewczynami każdą wolną chwilę , ponieważ nieunikniona rozłąka zbliża się wielkimi krokami . Nina za rok również wybiera się do Lublina na studia , niedługo wszystkie wyfruniemy z gniazda i to nas trochę martwi , bo wiąże się to z tym , że mama będzie musiała zostać sama . Zapewnia Nas na każdym kroku , że da sobie radę ale mimo wszystko bardzo nas to przytłacza .
Właśnie biłyśmy się o łazienkę , bo każda z nas włącznie z mamą chciała z niej skorzystać . Jest to nie lada wyczyn żeby cztery kobiety wyrobiły się w godzinę przy jednej dostępnej łazience . Było więc pewne , że spóźnimy się na urodziny wujka Pawła . Wyszykowane , wsiadłyśmy do naszej srebrnej toyoty i pojechałyśmy do miasteczka oddalonego o 3 km . Dotarłyśmy w niecałe 10 minut .
- Witajcie dziewczyny ! . - wykrzyknęła Hania , żona Pawła .
- Cześć ciociu . - pocałowała ją w policzek Michalina .
Odwróciłam głowę i zobaczyłam jak nasza kuzynka Jowita wiesza się Ninie na szyji . Zrobiło się straszne zamieszanie , ogarnęłam wzrokiem towarzystwo siedzące w salonie , większość ludzi znałam , kiedy nagle zobaczyłam jego ...
- Inga ? Inga halo ? Słyszysz mnie . ? - powtarzał wujek Paweł , a ja stałam jak zahipnotyzowana .
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz